Czy ktoś widział Kasię? (Obrazki szkolne)

Przez jakiś czas nawet o „tym” nie myślała – że po wakacjach „to” wróci, że trzeba będzie się z „tym” zmierzyć. I na dodatek w nowej szkole, w nowym otoczeniu. Ale „to” zadziałało od razu. Przyszło z pierwszą przerwą.

1.
Po raz drugi zwróciła jego uwagę. Stała na końcu pustego korytarza przy jednej z gablot, wpatrzona w pamiątkowe zdjęcia. Sporo tu takich tablic i pamiątek.


Z holu szkoły dobiegał gwar. Krzyki, śmiechy, zawołania. Kolejna przerwa! Życie toczyło się w tzw. łączniku, przy uczniowskich szafkach i automatach podających batoniki i napoje, jeszcze na paru ławkach ustawionych w przyszkolnym parku, ale nie tu – w odległych zakątkach korytarzy, wyznaczających przeciwległe skrzydła dużego trzypiętrowego budynku, które w czasie przerw przeżywają totalne wyludnienie. W takich chwilach można się tutaj poczuć jak w klauzulowym klasztorze. Każda osoba rzuca się w oczy, każdy stukot butów pobudza słuch i wyostrza ciekawość.

Kasia ma 16 lat. Właśnie została uczennicą I klasy renomowanego liceum. Wybrała tę szkołę, tak jak pozostali jej rówieśnicy, jako najlepszą w mieście i regionie. Do tej pory tylko o niej słyszała, teraz będzie do niej chodziła. Słynna „dwójka”! Na warsztaty edukacyjne, zorganizowane na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, przyjechała pełna ciekawości.

Budynek ponad stuletniej poniemieckiej szkoły robi wrażenie. Monumentalny gmach, czerwona cegła, stylowa architektura. Dla kogoś takiego jak Kasia, to idealne miejsce: kilka kondygnacji, długie korytarze, liczne zakamarki. No i tablice. Mnóstwo tablic!

Przez jakiś czas nawet o „tym” nie myślała – że po wakacjach „to” wróci, że trzeba będzie się z „tym” zmierzyć. I na dodatek w nowej szkole, w nowym otoczeniu.
Ale „to” zadziałało od razu. Przyszło z pierwszą przerwą.

2.
Zanim zrobił kilka kroków w jej stronę, już go dostrzegła. Ruszyła naprzeciw.

- Dzień dobry panie profesorze.
- Dzień dobry. A co ty tutaj robisz? – zadał to narzucające się pytanie, choć w tym samym momencie pomyślał o jego niestosowności. O tym, że wprawiło dziewczynę w zakłopotanie.
- Oglądam! Fajne zdjęcia, zwłaszcza te najstarsze. – próbowała zagadnąć na temat szkolnych gablot, by ukryć widoczne zmieszanie, ale profesor snuł już swoje domysły.

Widział ją w tym samym miejscu wczoraj, w pierwszym dniu warsztatów. Stała przy innych tablicach i z równą ciekawością jak dziś wpatrywała się w kolejne zdjęcia, dyplomy i medale. Jest tutaj dopiero drugi dzień, a zdążyła zwiedzić te korytarze już parokrotnie.

I wie, że będzie tu wracać!

- Pamiętam cię z wczorajszych zajęć – wtrącił profesor – W ogóle nie zabierałaś głosu. Nie miałaś ochoty powiedzieć czegoś od siebie?
- Nie lubię mówić o sobie, zwłaszcza w klasie, przy innych. I chyba bym nie umiała – odpowiedziała, ni to twierdząco, ni pytająco.
- Jak to byś nie umiała? Masz z tym kłopoty?
- Tak. I jak pan widział, nie tylko ja. Poza tym w szkole raczej nikt nie rozmawia z nami w ten sposób. To było dziwne, kiedy pytał pan o nasze marzenia z dzieciństwa i o to, co się z nimi stało. Albo o pasje czy nasze silne strony.
- Miałem w tym swój cel… – próbował tłumaczyć. Ale Kasia zdawała się tego nie słuchać. Jakby nie chciała ciągnąć tematu.

Na chwilę zapadło milczenie.

- Chodźmy gdzieś przysiąść. – zaproponował, wykonując ruch w kierunku schodów. – Nie będziemy przecież stać w takim miejscu. Jest długa przerwa, wszyscy chyba są w parku.

Schodzili w stronę głównego wyjścia. Była wyraźnie zakłopotana. Myślała o pytaniach, jakie profesor może zadawać.

- Zastanawiam się, dlaczego w takim miejscu spędzasz przerwę – zagadnął. - Wczoraj też cię tutaj widziałem.
- Wiem – odparła krótko. - Pamiętam, jak pan przechodził.

Wyraźnie się zawstydziła.

3.
Mogłoby się wydawać, że szkolne gabloty pełne zdjęć, dyplomów, medali i pucharów są jak odwiedzane pasjami galerie sztuki. Można spędzać przy nich każdą wolną chwilę, każdą przerwę, nawet jeśli ekspozycje całymi miesiącami, a nawet latami, nie podlegają wymianie. W czarno-białe zdjęcie pierwszego dyrektora szkoły, wyeksponowane na tle pierwszej czarno-białej rady pedagogicznej, można się wpatrywać i wpatrywać, jak w głośne płótno głośnego artysty, które nigdy nie przestaje przyciągać i zachwycać. A puchar za zajęcie I miejsca w wojewódzkich biegach przełajowych może być niczym najbardziej pożądane trofeum, które wystawione na widok publiczny nie pozwala oderwać od siebie oczu.

Kasia doskonale zna takie szkolne galerie. O tablicach, które wisiały w budynku gimnazjum potrafi opowiadać całe historie. Śmieje się, że może być przewodnikiem po szkolnych korytarzach. Pamięta treści gazetek, wyniki konkursów, nazwiska laureatów…

- Czy kiedykolwiek ktoś zwrócił na to uwagę? – zapytał, przerywając już całkiem swobodną opowieść.
- Na co?
- Na to, że spędzałaś tyle przerw w tych samych miejscach, przy tych samych gablotach. Na dodatek sama.
- A powinien?
- Hmm, dobre pytanie! – zauważył profesor.

4.
Wypada się cieszyć, że w szkołach są takie magiczne miejsca, galerie pamiątek, które przykuwają uwagę co niektórych uczniów. I pozwalają im w swoim otoczeniu spędzać każdy wolny czas, nawet każdą przerwę.

Nauczyciele mogą wtedy pomyśleć, że tacy uczniowie nieustannie podziwiają dorobek szkoły. I z tego powodu, choćby przez chwilę, mogą poczuć osobistą satysfakcję.

Idą dalej, by nie przeszkadzać.
Trwa ładowanie komentarzy...