Syndrom ucznia. Lekcje z Gombrowicza, Mrożka, z nas samych …

Postanowił to zrobić. W sali siedziało kilkunastu nauczycieli w różnym wieku i z różnym stażem...

Zajęcia na studiach podyplomowych odbywały się w niewielkiej sali. Stoły ustawione w podkówkę pozwalały wszystkim zachowywać kontakt wzrokowy, a prowadzącemu rzucać okiem na to, co studenci robią w swoich zeszytach.


Postanowił to zrobić. W sali siedziało kilkunastu nauczycieli w różnym wieku i z różnym stażem. Wszyscy uczą od co najmniej kilku lat, niektórzy nawet od ponad dwudziestu. Nauczyciele historii, geografii, pan od rosyjskiego, pani od klas I-III. Chcą zdobyć dodatkowe kwalifikacje – do nauczania języka polskiego. Wiadomo, w szkole bieda z godzinami! Może to jakieś wyjście, jakiś ratunek?

- Dzień dobry Państwu. Jeśli trafiłem do odpowiedniej grupy – chciał jakoś zagadnąć i złapać przysłowiowy kontakt – to będziemy się spotykać na zajęciach z analizy i interpretacji tekstów kultury. Zgadza się?
- Taaak – trochę niemrawe, ale jednak owo „rozciągnięte tak” rozeszło się po sali. Słysząc to, pomyślał: „pewnie się uda”.
- Zanim jednak zajmiemy się przykładami analiz czy interpretacji, musimy powiedzieć co nieco o samych naukach o literaturze…

Nie przeciągając, podszedł do tablicy - jeszcze tej tradycyjnej, czarnej. Wziął kredę i zaczął energicznie pisać. Oczywiście, zaczął od słowa „temat”.

Temat: Nauki o literaturze.

Przez moment myślał jeszcze o tym, co zaplanował wcześniej, ale nie – zrezygnował! „Mogą to uznać za przegięcie, rozszyfrują mnie”. Chciał napisać w prawym górnym rogu dzisiejszą datę, ostatecznie jednak wycofał się z tego. Ale szybko zapisywał kolejne punkty - trzeci, czwarty - żeby móc na chwilę oderwać się od tablicy i zwrócić w stronę studentów.

1. …
2. …
3. …

Wszyscy, jak jeden mąż, przepisywali. Starsi i młodsi, mniej i bardziej doświadczeni nauczyciele, słuchacze studiów podyplomowych z pięcio-, dziesięcio- i dwudziestoletnim stażem przykładnie przepisywali z tablicy to, co profesor zapisywał.

Zdecydował się na kolejny krok. Tym razem był pewien, że chce to zrobić. Wrócił do tablicy i zamaszystym ruchem podkreślił temat falistą linią. A dla pewności raz jeszcze poprawił. Po czym wrócił do zapisywania kolejnych punktów. Zapisał ich w sumie 9, mógł mniej, mógł więcej, nie miało to żadnego znaczenia. Nauczyciele pogrążeni byli w przepisywaniu.

Gdy zapisał dziewiąty punkt, postanowił przemaszerować się po sali i rzucić okiem na notatki podyplomowych studentów. Co druga, trzecia osoba miała temat podkreślony falistą linią.

- „Nie wierzę” – przemknęło po jego głowie. „To nie może być prawdą”. „Co jeszcze mam zrobić przy tablicy, by zrozumieli o co mi chodzi?”

Wrócił na środek sali. Niektórzy zakończyli przepisywanie, inni zbliżali się do końca. Wpatrywał się w twarze podyplomowych studentów z pięcio-, dziesięcio- i dwudziestoletnim nauczycielskim stażem. Wszyscy poważni. Nikt nie miał w kąciku ust zadziornego uśmieszku. Nikt nie miał na twarzy wypisanego pytania czy choćby zwykłego zdziwienia. Nikt niczego nie podejrzewał.

Przez moment stał osłupiały. Zastanawiał się nawet, czy teraz poradzi sobie z tą sytuacją, którą sam zgotował.

- „Jak im o tym powiedzieć?” „Jak zacząć?”

Podyplomowi studenci czekali na bieg zdarzeń. Wszyscy w postawie uczniowskiej, lekko pochyleni nad zeszytami, z długopisami w ręce. Gotowi! A w tle czarna tablica z zapisanym i podkreślonym falistą linią tematem.

Brakowało daty w prawym górnym rogu! Może trzeba było ją zapisać!?
Trwa ładowanie komentarzy...