Błędy w komunikacji. Komentarz nie całkiem polityczny

„Błędy w komunikacji”. Bardzo mi się podoba ten ostatni polityczny bon mot! Bo jest prosty i przewrotnie prawdziwy. Albo to wyjątkowo cyniczna gra, albo ostatnie stadium pijaru?

Politycy i różni fachowcy od wizerunku (ci pierwsi najpewniej w ślad za tymi drugimi) odkryli w końcu przyczynę ostatnich licznych niepowodzeń, a nawet przyczynę gniewu zwykłych obywateli.


Przegrane wybory, spadające sondaże, nieudane inicjatywy partyjne, złe ustawy czy reformy, oburzenie ludzi – wszystko to za sprawą nie najlepszej komunikacji. Jakież to proste! To wcale nie kryzys, nie błędy w planowaniu czy zarządzaniu, nawet nie kiepskie pomysły czy rozwiązania, tylko braki i nieudolność w porozumiewaniu się ze społeczeństwem.

Zjawisko jest o tyle ciekawe i ważne, że nie tylko pokazuje istotę problemu, ale też od razu przypadki jego wynaturzenia. Z karykaturą włącznie! Bo bezsprzecznym problemem jest komunikowanie się polityków i urzędników z obywatelami (i to na wszystkich możliwych szczeblach – we wszystkich możliwych sprawach).

Jeśli jednak – mówiąc kolokwialnie – kupują to najwyżsi urzędnicy w państwie, jako główną przyczynę swoich porażek i społecznego niezadowolenia, a następnie powtarzają to jak mantrę oddelegowywani do mediów dyżurni dyskutanci i komentatorzy, to mamy do czynienia albo z wyjątkowo cyniczną grą, albo przesadnie, czyli też nieudolnie odgrywanym spektaklem na tematy komunikacyjne, albo … z ostatnim już stadium pijaru (czy – jak kto woli – propagandy). Czyli jego wersją groteskową!

Na końcu, po latach pracy nad wizerunkiem, pozostaje już tylko przyznanie się do błędów wizerunkowych.

W tekście satyrycznym mogłoby to wyglądać tak oto:

- Zwołałem tę konferencję, by zakomunikować, że dotąd źle się z państwem komunikowałem. Popełniałem błędy! Ale teraz będę częściej do państwa wychodził i nawet będę się chwalił swoimi osiągnięciami. Bo wcześniej tego nie robiłem.

[W rysunku satyrycznym, czy jakiejś innej infografice, wypadłoby to zapewne ciekawiej.]

***
Samoopis i samodefiniowanie w działaniach pijarowskich, to zjawisko na scenie publicznej nowe (choć oczywiście w repertuarze chwytów marketingowych obecne od powstania retoryki). I dość ryzykowne!

Problem bowiem w tym, że w społeczeństwach demokratycznych i obywatelskich, komunikowanie się z otoczeniem, to nie kwestia wizerunku, tylko istota każdego działania i funkcjonowania (a wizerunek staje się ich pochodną). Polityka informacyjna, to nie żaden luksus, na jaki może sobie pozwolić demokracja, ani zbytek, jaki społeczeństwu może zafundować władza. To po prostu jeszcze jedno zadanie, a nawet zobowiązanie – zwłaszcza w działalności publicznej, do realizacji którego niezbędne są pewne umiejętności i kompetencje.

Dlatego pijar najczęściej zawodzi tam, gdzie owych umiejętności po stronie zainteresowanych osób brakuje, co najczęściej idzie w parze z nierozumieniem i niedostrzeganiem całej sytuacji.

***
Na co dzień raczej nie komentuję wydarzeń politycznych. Tym razem jednak rzecz wydała mi się niesłychanie ważna. Bo przecież komunikacja jest istotą wszelkiej edukacji! Jest jej swoistym synonimem.

Zastanawiam się przeto, jak zadedykować ostatnie wypadki ze sceny politycznej zarówno tym, którzy zarządzają szkolnictwem, jak i tym, którzy na co dzień organizują edukację naszych dzieci i naszej młodzieży.

Kiedy szkoły odmienią się komunikacyjnie? Kiedy dostatecznie rozbudzimy świadomość rzeczy, że w otwartości, w budowaniu relacji i rozpoznawaniu uczniowskich możliwości zawiera się istota edukacji?!

I że do tego potrzebujemy innego sposobu porozumiewania (się)!
Trwa ładowanie komentarzy...