O autorze
Od lat zadaję sobie pytanie: co się stanie, jeśli szkoły, i stojący za nimi system oświaty, nie sprostają wyzwaniom XXI-wiecznej edukacji? I nie chodzi bynajmniej o snucie kasandrycznych wizji, lecz uświadamianie sobie, że zagrożenie, o którym mowa, jest całkiem realne. Szkoły nie tylko bowiem nie nadążają za tempem rozmaitych zmian (bo to można ostatecznie zrozumieć), ale też niektórych wyzwań edukacyjnych w ogóle nie dostrzegają. A w każdym razie – nie podejmują ich. Niestety!

Pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.
Autor projektu Szkoły Nowej Generacji: http://www.szkolanowejgeneracji.pl/
Pomysłodawca i organizator 3-letnich studiów o profilu praktycznym - humanistyki drugiej generacji http://www.humanistyka2.pl/
https://www.facebook.com/HumanistykaDrugiejGeneracji

Odrealnianie szkoły

Jeszcze nigdy dane o edukacji nie były tak korzystne dla Polski. Niedawny raport, opracowany przez jedną z największych na świecie firm edukacyjnych, plasuje nas na 14 miejscu. Wypadałoby ogłosić sukces i cieszyć się nim. Tak się jednak nie dzieje! Dlaczego?

Sytuacja jest bowiem paradoksalna. I jako taka daje do myślenia. Oto gigant edukacyjny, Fundacja Pearson, ogłasza raport zatytułowany „Krzywa nauczania”. Zajmujemy w nim wysokie 14 miejsce na świecie, wyprzedzając, w odpowiednich badaniach bądź w wybranych kategoriach, m.in. Niemcy, Francję, Szwecję, a nawet lidera edukacyjnych rankingów – Finlandię (mamy np. większy od Finów procent absolwentów z maturą). Unijni urzędnicy, a także ministrowie edukacji innych krajów, chwalą nas za uzyskiwane wyniki i stawiają za wzór.



Ale w Polsce te same dane wywołały zgoła odmienne reakcje. W listopadzie pisała o tym – i pokazywała to – „Gazeta Wyborcza”. Głośno też było na różnych portalach i forach. Artykuły, a także zamieszczane na redakcyjnych stronach czy na facebooku informacje o edukacyjnym sukcesie, spotykały się z masową kontestacją. Dziwili się temu wynikowi, i krytycznie się do niego odnosili, praktycznie wszyscy – od uczniów poczynając, na profesorach kończąc. Raportowy entuzjazm studzili też przedsiębiorcy, a nawet eksperci od edukacji. Ci pierwsi przypominali o kiepskich kompetencjach społecznych naszych absolwentów, drudzy wstrzemięźliwie wypowiadali się o przeprowadzanych badaniach, a do tego dystansowali się wobec samych rankingów.

Gwoli ścisłości odnotujmy, że z kolei pełne zadowolenie z wyników raportu wyraziło ministerstwo edukacji narodowej, oznajmiając przy okazji, że „tak wysokie miejsce w tym rankingu to dowód na właściwy kierunek zmian wdrażanych w polskiej oświacie”.

Cieszyć się zatem czy nie cieszyć?

**
Pytanie jest oczywiście retoryczne. Nie chodzi jednak o to, że nie potrafimy w żaden sposób skonsumować owego „sukcesu” – i że nawet wzdrygamy się przed gratulacjami (zachowujemy się tak, jakbyśmy nie dowierzali ogłaszanym w konkursie wynikom i nie mieli też na tę okazję okolicznościowej mowy). Chodzi natomiast o coś zupełnie innego, czego wyraz dawali liczni dyskutanci i komentatorzy! Czyli o co? O realizm! O poczucie rzeczywistości!

W humanistyce co jakiś czas dyskutuje się na te tematy. I zwraca się uwagę na myślowe i społeczne konsekwencje ich zaniechania (polecam w tej kwestii np. ostatni numer „Tekstów Drugich”, pisma poświęconego teorii i krytyce literackiej). Dobrze by było, aby edukacja nie gubiła tych zagadnień całkowicie z pola widzenia i aby w budowaniu obrazu szkolnictwa, a zwłaszcza w mówieniu o nim, potrafiła się do nich odwoływać.

Jeśli bowiem uświadamiamy sobie – a prawda to coraz boleśniejsza – że rzeczywistość staje się dla nas praktycznie nieuchwytna, a przez to i niedostępna (nie tylko ze względu na tempo zmian czy np. możliwości nowych technologii, przetwarzających ją na rozmaite sposoby, ale i ze względu na nasze ograniczone możliwości poznawcze), to pytania o sposoby przedstawiania i opisywania tejże rzeczywistości stają się absolutnie kluczowe. Warto więc wiedzieć, na co w takiej sytuacji kładziemy nacisk i na podstawie czego budowana jest nasza świadomość, a zwłaszcza nasze wyobrażenia i głębokie przekonania – np. o edukacji.

Realizm – bez względu na to, jak go będziemy definiować i do czego go użyjemy – przypomina, że elementem rzeczywistości, zwłaszcza zaś rzeczywistości społecznej (a do takiej zalicza się edukacja), jest jej nieustanne doświadczanie – odczuwanie i przeżywanie jej. Jak sądzę, chcielibyśmy wierzyć, że owo doświadczanie rzeczywistości nadal w znacznym stopniu nas kształtuje i niezależnie od trudności w jego badaniu czy opisywaniu, przynosi nam elementarną wiedzę o otaczającym świecie.

Tymczasem nie wchodząc w szczegóły, a zwłaszcza w akademickie spory, zauważyć trzeba – i trzeba to nawet podkreślać – że podawane do wiadomości wyniki szkolnych testów i rankingów, i kreślone na tej podstawie obrazy szkolnictwa i edukacji, nie tylko nie odpowiadają naszemu codziennemu doświadczeniu, ale niekiedy temu doświadczeniu przeczą.

I właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia!

Od paru lat miarą szkolnej rzeczywistości (i miarą edukacyjnego sukcesu Polski) są wyniki testów PISA – tak przynajmniej przedstawia to ministerstwo edukacji. To przede wszystkim na ich podstawie tworzone są rozmaite raporty i rankingi (także ten ostatni – „Krzywa nauczania”). W żadnym razie nie zamierzam tych testów ani ich wyników deprecjonować, warto jednak przypomnieć, a niektórym w ogóle uzmysłowić, że badania te obejmują 15-latków (a inne jeszcze np. 10-latków) i że dotyczą rzeczy najzupełniej elementarnych, jak np. umiejętności czytania tekstu ze zrozumieniem.

Badania niech pozostaną więc badaniami, wyniki – wynikami. Bo najwyraźniej do czegoś służą. I nie wątpię, że mogą być pożyteczne.

Czy jest to jednak właściwa miara dla szkolnej rzeczywistości – i niemal jedyna miara dla obrazu polskiej edukacji?

**
Pytania pozostawiam bez odpowiedzi, a przynajmniej bez rozwinięcia. Chętnie natomiast – zbliżając się do końca – zwrócę uwagę na rzecz o wiele bardziej interesującą i znaczącą. Warto bowiem zapytać, jak w kontekście 14 miejsca na świecie mają się doświadczenia naszych rozmaitych absolwentów, od lat przeżywających w kraju edukacyjną traumę? Najpewniej wśród tych młodych ludzi, którzy dziś krytykowani są przez wielu pracodawców, i którzy z trudem odnajdują się w strukturach społecznych i na rynkach pracy (bo np. dysponują słabym kapitałem tzw. miękkich umiejętności i kompetencji), są i ci, którzy jeszcze kilka lat temu, jako uczniowie gimnazjów, brali udział w pierwszych testach PISA, a następnie podnosili wskaźniki osób ze średnim wykształceniem.

Co powiemy tym dwudziesto-, dwudziestoparolatkom, dla których realnym doświadczeniem pozostają już nie tylko kłopoty ze znajdywaniem pracy, ale i niekiedy zwykłym uznaniem w oczach innych ludzi (np. nauczycieli akademickich, którzy coraz częściej krytykują swoich studentów, czyli niedawnych uczniów)?

A co powiemy kolejnym rocznikom naszej młodzieży, które na potęgę wypełniają testy, przystępują do badań i zapewne chciałyby wierzyć w sens i powodzenie tych edukacyjnych przedsięwzięć, dowiadując się zwłaszcza, że stanowią 14 potęgę edukacyjną na świecie?
Trwa ładowanie komentarzy...